Gmina Lipusz

Biurokracja zabija demokrację

Lipusz. Rozważania o symptomach zaniku społeczeństwa obywatelskiego

Z Markiem Klasą – zastępcą wójta gminy Lipusz rozmawia redaktor naczelny Dariusz Tryzna:

Dariusz Tryzna: W Gminie Lipusz tegoroczne wybory samorządowe będą wyglądać dziwnie.  Oprócz tego, że urzędujący wójt nie znalazł kontrkandydata , to aż czternastu dotychczasowych radnych, także nie będzie miało konkurenta w kandydowaniu na kolejną kadencję. Czy to ewenement?

Marek Klasa: Nie. W całej Polsce jest 17 gmin które nie będą mieć wyborów do rady(rozmowa odbyła się 17 października). Czyli cały ustawowy skład rady zostaje. Oczywiście po 21 musi być jej zaprzysiężenie. W naszym powiecie jesteśmy rzeczywiście wyjątkiem. Ale w regionie takich relacji jak u nas jest więcej np. w niedalekim Przechlewie. A sytuacje gdzie w jakimś okręgu jest tylko jeden kandydat występują w tegorocznych wyborach nader często.

D.T. Jak Pan  w takim razie tłumaczy tą sytuacje jaka jest w waszej gminie?

M.K:To nie jest tak, że jesteśmy świadkami jakiegoś spektakularnego zaniku reguł demokratycznych w naszej gminie, czy obecności czegoś w rodzaju dyktatury lokalnej. Po prostu wielu aktywnych ludzi, którzy mogliby przysłużyć się lokalnej społeczności, zniechęcają przeszkody biurokratyczne. Jeżeli ktoś chciałby uczestniczyć w życiu publicznym i ma aspiracje, żeby coś ciekawego wnieść, to jest jedna przeszkoda, dla  ludzi aktywnych zawodowo. Jest nią ordynacja wyborcza. Mówi ona wyraźnie, że jeżeli ktoś chce kandydować, musi zarejestrować komitet. Jeżeli ktoś chciałby być wójtem, to musi w co najmniej połowie okręgów danej gminy zarejestrować kandydatów. Wiele osób już ta biurokratyczna przeszkoda zniechęca. Ale są też ludzie, którzy uznają, że nie ma potrzeby aby dokonywać zmiany na stanowisku wójta i postanawiają tylko oddać swój głos i nie angażować się w całe przedsięwzięcie wyborcze.

DT: To takie trudne zarejestrować komitet czy dokonać rejestracji kandydata w połowie okręgów?

MK: W przypadku, gdyby jakieś pojedyncze osoby chciały ubiegać się o mandat radnego, to musiałyby przejść od początku do końca tę procedurę, jaka wymagana jest w przypadku rejestracji komitetu. Odnosząc się tylko do naszego regionu, aby komitet wyborczy taka osoba mogła zarejestrować, musi w pierwszej kolejności pojechać do Słupska, gdzie następuje rejestracja, następnie do Chojnic po to, aby uzyskać numer regon, a później do Kościerzyny, gdzie nadany zostanie w Urzędzie Skarbowym numer NIP. Ponadto trzeba  pofatygować się do banku, gdzie założyć należy konto, ustanowić pełnomocnika, itp. Jeśli jakaś wytrwała osoba, przebrnie przez tę przeszkodę, to w trakcie kampanii wyborczej, musi drobiazgowo rozliczać się z każdego wyprodukowanego plakatu i wszelkich innych kosztów, o ile znajdzie na czas odpowiednią drukarnię, która podejmie się produkcji plakatów i ulotek. To wszystko powoduje, że ludzie są przerażeni taką przerośniętą biurokracją i zniechęcają się do działań na niwie społecznej. Mimo, że wiele osób ma jakieś aspiracje i chciałobyby coś pożytecznego w swoim środowisku robić.

DT: To jest jedyna droga, aby ubiegać się o mandat radnego?

MK: Można próbować w inny sposób, ale też jest zniechęcający. Nie za bardzo można dopisać się do jakiegoś komitetu, bo nie jest to powszechną praktyką.  Komitety takich sytuacji raczej nie tolerują. Można dopisać swoją kandydaturę do list jakiejś partii, ale w naszej gminie tylko jedna partia startowała w wyborach samorządowych. Było nią PSL i to tylko w jednym okręgu.

DT: Czyli problem tkwi w zapisach ordynacji wyborczej?

MK:  Gdyby sytuacja była bardziej prosta i obywatel zamierzający startować do rady gminy, mógł po prostu przyjść do komisji gminnej, przedstawić odpowiednią ilość podpisów, w gminie zarejestrować w prosty sposób swój komitet, to z pewnością chętnych do rad gmin byłoby więcej. Za dużo jest, moim zdaniem, przeszkód biurokratyczno-proceduralnych, które skutecznie zniechęcają nawet największych społeczników.

DT: Czy uważa Pan że to są wszystkie powody?

MK: Kolejnym zniechęcającym wymogiem, któremu podporządkować się musi każdy radny jest publiczne eksponowanie swojego oświadczenia majątkowego. Np. przedsiębiorca z terenu gminy, który ma żyłkę społecznikowską, nie za bardzo chciałby, aby konkurencyjna firma wiedziała, jaki jest jego stan posiadania i jakim majątkiem dysponuje. Zresztą nie chodzi tylko o konkurencję ale i cały publiczny dostęp informacyjny do jego majątku. Uważam, że oświadczenie radni powinni składać, ale tylko do wiadomości urzędu skarbowego.

DT: W takim razie co teraz z wyborami u was?

MK: Może być tak że wielu wyborców, mających informację o tym, że aż czternastu radnych w gminie Lipusz nie ma kontrkandydata, zniechęci się   do tego, aby pójść do urn i w ogóle oddać swój głos, myśląc, że i tak radni są już „wybrani”. Taka myśl może  towarzyszyć im także przy wyborze wójta. Dlatego całe wybory w naszej gminie, dotknięte będą   pewnym defektem nowego, specyficznego pojmowania demokracji. Przecież wójta trzeba będzie wybrać, stawiając krzyżyk, przy partykule: „Tak” na karcie do głosowania. Bo jeśli wójta nie wybiorą wyborcy, to zgodnie z ordynacją wyborczą musi go wybrać rada gminy. A jeśli rada gminy postawi na jedynego kandydata, jaki kandydował, którego nie wybrali ludzie, to robi się pewien problem. Z demokracją to nie ma już nic wspólnego.

DT:.Czy zdobyłby się pan na ocenę tej sytuacji? Chyba nie jest to początek czegoś niepokojącego w lokalnych samorządach?

MK: Tego nie wiem, ale zauważyłem, że oprócz przeszkód sprokurowanych przez ustawodawcę, władza samorządowa coraz bardziej podlega pewnej centralizacji. A przecież samorząd jak sama nazwa wskazuje, powinien rządzić na swoim terenie suwerennie. A w przypadku samych tylko ograniczeń zarobków wójtów czy burmistrzów, widzimy, że tej suwerenności nie ma.

DT: Dziękuję za rozmowę

 

Komentarze