Wokół nas

KRAJ. NOWE PRAWO ŁOWIECKIE

Sołtysi wrobieni w szacowanie szkód

1 kwietnia zaczęło obowiązywać nowe prawo łowieckie. Jedną z najbardziej istotnych i kontrowersyjnych zmian są nowe zasady szacowania szkód łowieckich. Samorządowcy uważają, że zmiany są niekorzystne i nierealne.

Dotychczas szkody szacowali rzeczoznawcy. Dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego informował samorząd lokalny oraz izbę rolniczą o osobach uprawnionych do przyjmowania zgłoszeń szkód. Rodziło to podejrzenia, że myśliwi są sędziami we własnej sprawie. Według nowych przepisów wniosek o oszacowanie szkodyzgłasza się do gminy. Samym szacowaniem zajmą się komisje składające się z przedstawiciela gminy, zarządcy obwodu łowieckiego i właściciela nieruchomości, na której wystąpiła szkoda. Z tych wszystkich osób jedynie obecność przedstawiciela gminy jest niezbędna do pracy komisji. Może ona pracować pod nieobecność zarówno zarządcy obwodu łowieckiego jak i właściciela nieruchomości. A przedstawicielem gminy powinien być sołtys sołectwa, na którym wystąpiła szkoda.

Niezadowolenie samorządów lokalnych

Jest to najbardziej kontrowersyjny przepis. Sołtysi nie chcą dodatkowych obowiązków i nie są przygotowani do ich pełnienia. Fakt, że niektórzy sołtysi pracują zawodowo i na pracę społeczną mają jedynie godziny wieczorne, może bardzo wydłużyć proces szacowania szkód.

– Ustawodawca wrobił nas, jako samorząd w szacowanie szkód łowieckich. To nie jest tylko problem Starej Kiszewy, ale wszystkich samorządów. Sołtys nie ma odpowiedniego przygotowania, ani się na tym nie zna. Żeby szacować szkody trzeba mieć ogromną wiedzę. Tymczasem nie wszyscy sołtysi są nawet rolnikami. Poza tym sołtys pracuje społecznie. Wójt nie może nakazać mu być przez 3-4 godziny dziennie na szkoleniu, a później na szacowaniu szkody. Nie wszystkim zresztą na to pozwolą obowiązki zawodowe – mówi wójt gminy Stara Kiszewa Marian Pick.

– Sołtys nie jest reczoznawcą, może nawet nie być rolnikiem – wtóruje mu wójt gminy Nowa Karczma Andrzej Pollak – Może to doprowadzić do skłócenia mieszkańców wsi. Lasy Państwowe mają robić jakieś szkolenia. Ale przecież ustawa obowiązuje już dziś.

Stanowisko ZGP

Związek Gmin Pomorskich opracowuje stanowisko, które zostanie przekazane władzom państwa.

– Na temat tej ustawy mamy negatywne stanowisko – mówi Błażej Konkol, prezes Związku Gmin Pomorskich – Na razie jeszcze nie ma go na papierze, bo jest w „obróbce prawnej”, ale istotą naszych zastrzeżeń jest to, że dostaliśmy zadania angażujące osoby, do których nie mamy żadnego regresu prawnego. Sołtysi przecież pracują społecznie i nie możemy ich do niczego zmusić. Nasze pisemne stanowisko powinno być gotowe w połowie tygodnia. Będziemy w nim wnioskować o pilną zmiamę tego nieprzemyślanego przepisu. Jeśli jednak ustawodawca zechce utrzymać obecne uregulowania, prosimy o środki finansowe na zatrudnienie rzecoznawców. Dziś gminy zupełnie nie są przygotowane do nowych zadań. Z moich wiadomości wynika, że także Lasy Państwowe, które mają być pierwszą instancją odwoławczą też nie są do tego przygotowane.

MW

Komentarze