Wokół nas

Kraj. Nowe prawo wodne

Czy będziemy mogli się wykąpać w tym roku?

Od 1 stycznia obowiązuje nowe Prawo Wodne. Przewiduje ono, że na otwartych wodach można urządzać dwa rodzaje miejsc do kąpieli. Podstawowe to kąpieliska. Dopuszczalne jest też organizowanie miejsc okazjonalnie wykorzystywanych do kąpieli.

Kąpieliska muszą zostać zgłoszone w roku poprzedzającym sezon kąpielowy do służb sanitarnych i ochrony środowiska, mieć opracowany tzw. „profil wodny”, czyli musi być wiadomo skąd woda do kąpieliska napływa i gdzie dalej płynie, co najmniej cztery razy w roku – raz przed sezonem i trzy razy w sezonie – powinna być badana w nich woda. Oprócz tego wymaga się by kąpielisko działało w okolicy gdzie wszyscy odprowadzają ścieki do kanalizacji albo do zamkniętych zbiorników, by okoliczny teren był odpowiednio zagospodarowany, a na samym kąpielisku muszą być wydzielone i oznakowane strefy dla umiejących i nie umiejących pływać i powinni być zatrudnieni ratownicy. O wszelkich o kłopotach z utrzymaniem czystości wody organizator ma raportować do Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Dla miejsc okazjonalnie wykorzystywanych do kąpieli wymogi są łagodniejsze, nie trzeba tworzyć profilów wodnych i można badać wodę tylko dwa razy do roku. Ale takie miejsca nie mogą działać dłużej niż 30 dni w roku.

Prawo miało nas chronić, a powiększa liczbę dzikich kąpielisk

Kiedy 1 stycznia zaczęło obowiązywać nowe prawo, było już zbyt późno by zgłosić planowane kąpieliska. Należało to przecież zrobić do końca grudnia. Tak więc dotychczasowe miejsca wykorzystywane do kąpieli – nawet jeśli spełniają wszystkie wymogi – nie miały szansy przekształcenia się w kąpielisko. Mogą zostać miejscami okazjonalnie wykorzystywanymi do kąpieli, ale najwyżej na 30 dni w roku. Tymczasem wakacje w Polsce trwają dwa miesiące, a dobre warunki do kąpieli – co najmniej trzy. Po upływie 30-dniowego okresu miejsce okazjonalne staje się miejscem „zwyczajowo wykorzystywanym do kąpieli, nieoznakowanym, nieobjętym nadzorem sanitarnym ani dozorem służb ratownictwa wodnego” – w ten sposób NIK definiuje dzikie kąpieliska. Jeśli jednak nie zostanie wprowadzony expressis verbis zakaz kąpieli, nadal będzie się można w tych miejscach kąpać.

– W przypadku osób kąpiących się w miejscu, które nie zostało wyznaczone przez radę gminy jako kąpielisko, będą to robiły na własne ryzyko. Jest to krok na drodze do upodmiotowienia obywateli, którzy sami będą decydować, czy podejmują ryzyko kąpieli w wodzie o niepewnej jakości, czy też w kontrolowanym kąpielisku. Kąpiel w miejscu tradycyjnie wykorzystywanym do kąpieli, jeżeli nie uzyska ono statusu kąpieliska, będzie zatem możliwa na własne ryzyko kąpiącego się – czytamy w uzasadnieniu prawa wodnego.

Uderzenie w turystykę

Na Pomorzu nowe regulacje najboleśniej odczuwalne będą na Kaszubach. Tu ludzie przyjeżdżają do lasów i nad wodę. Tymczasem znaczna część lasów została zniszczona w wyniku ubiegłorocznej nawałnicy, a na pięknych kaszubskich wodach nie będzie miejsc do kąpieli. Np. w przypadku tradycyjnego kąpieliska dla Sulęczyna – nad jeziorem Węgorzyno – nie skompletowano w terminie wszystkich wymaganych przez nowe przepisy dokumentów. W związku z tym władze gminy rozważają zamknięcie tego kąpieliska w sezonie. Jeśli tak się stanie – najbliższym miejscem do kąpieli będzie to na półwyspie Mausz.

– Mamy wiele zastrzeżeń do nowego prawa wodnego – powiedział nam Błażej Konkol, prezes Związku Gmin Pomorskich – Przede wszystkim dotyczą one decyzji środowiskowych, ale też i tej sprawy. Związek nie wydał w tej kwestii żadnego oficjalnego dokumentu, jednak będziemy występowali do premiera o wprowadzenie vacatio legis na niektóre przepisy prawa wodnego. Mam nadzieję, że w tym roku sprawa organizacji kąpielisk znajdzie jakieś tymczasowe rozwiązanie. Zaś w przyszłym roku organizatorzy kąpielisk będą już musieli wypełnić wszystkie ustawowe wymogi.

Marszałek apeluje, przepisy utrudniają

Marszałek pomorski Mieczysław Struk zaapelował do Pomorzan by swój letni wypoczynek zaplanowali w gminach, które zostały dotknięte ubiegłoroczną nawałnicą. W ten sposób – razem z gośćmi – przyjadą tu ich pieniądze, które zostaną wykorzystane do usunięcia skutków nawałnicy. Apel ten na pewno przemówił do wielu ludzi planujących tegoroczne wakacje. Jednak kiedy dowiedzą się oni, że te gminy nie mają możliwości zorganizowania kąpielisk – zapewne zrezygnują z odwiedzenia Kaszub. Urlopy są przede wszystkim po to, by wypocząć. A jaki to wypoczynek, gdy nie można się wykąpać w upalny dzień?

MW

Komentarze