Gmina Kartuzy

Melina w centrum osiedla

Ulica Mściwoja – Zespół Szkół Technicznych, obok centrum medyczne, siedziby różnych instytucji nowoczesne, wielorodzinne budynki… Między nimi wciśnięte „parterowe klocki” z towarzyszącymi im drewnianymi komórkami i składami drewna, rodem z innej epoki.

To miejskie budynki socjalne. Mieszka tu kilkadziesiąt rodzin. Wiele z nich od dawna. Ich mieszkania i otoczenie  wyróżnia się. Nowa stolarka okienna, wymalowane elewacje, trawniki wokół…

Niektórzy z lokatorów Od dawna walczą o wykupienie swoich lokali. Jak mówią poprzednia władza nie chciała się na to zgodzić, obecna obiecuje. Czym się to skończy, nie wiadomo. Czekają. Cierpliwie czekają.

Życie tu toczy się jakby wolniej. Mniej porannych trzaskań drzwi, odpalanych samochodów… za to ławeczki, wspólne międzysąsiedzkie rozmowy… sąsiad dobrze zna sąsiada.

Uciążliwy lokator

Pan Warszawiak zajmuje mieszkanie na parterze, w narożniku od strony ulicy Mściwoja. „Od kiedy się wprowadził „zwykłe życie” tu się skończyło”. – mówią sąsiedzi. Zaczęły się libacje, mocno zakrapiane alkoholem spotkania w mniejszym lub większym gronie. Odwiedziny różnych „dziwnych gości”.

– Schodzi się tu towarzystwo z całego miasta. Lumpy których widać pod sklepami albo w ustronnych miejscach. Wcześniej pili w naturze, dziś mają tu melinę – skarżą się jeden przed drugim sąsiedzi lokatora.

Dobre serce…

Mówią, że czasami w tych libacjach uczestniczy nawet i dziesięć osób.

– A później leżą pokotem na materacach, w jednym, drugim pokoju, nawet w kuchni. Chłopy i baby. Same żule z całych Kartuz. – dodają sąsiedzi.

Na pytanie czy próbowali coś z tym zrobić? Słyszę:

– Jak przychodzi dzielnicowy to on mu mówi, że to jego lokal a to są jego goście. Że on ma dobre serce i gościny nie odmawia nikomu. Był kiedyś bezdomny i wie jak to jest.

Okazuje się, że ci goście potrafią nawet wchodzić do mieszkania przez okno.

– Rzeczywiście czasami można zobaczyć jak do tego mieszkania wchodzą przez okno jacyś ludzie. – odpowiada pytany o to „co słychać u sąsiadów z naprzeciwka?” mieszkaniec zielonego bloku przy ul. Mściwoja.

…czy sposób na wypicie?

Prawdziwe powody gościnności Pana Warszawiaka wyjaśniają mieszkający obok.

– Wystarczą cztery piwa lub flaszka wódki i masz tu metę – twierdzą – albo parę groszy aby pójść do sklepu i kupić alkohol. A jak kasa się kończy to wyrzucają – dodają wszystkowiedzący sąsiedzi.

Twierdzą, że przestało to być tajemnicą, wystarczy wejść na Facebook i wyszukać „Amarynka Litrus”. Odwiedziłem. Zapraszam ciekawskich, bo naprawdę oryginalne teksty. Sam lokal tez jest już odpowiednio opisany – oznaczony.

Nie ma mocnych

Jak mówią sąsiedzi jest coraz gorzej. Mieszkańcom coraz bardziej ciąży to sąsiedztwo. Jak  twierdzą, próbowali coś robić.

– Nasz dzielnicowy chyba z nim nie poradzi. Co z tego, że on go napomina. Kiedy odejdzie to z powrotem jest to samo. – żalą się.

Tak samo według nich wyglądają wizyty dyrektora Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej Stefana Bychowskiego.

– Przyjdzie, stanie pod drzwiami i dzwoni, dzwoni… Czeka, czeka i odchodzi. A my wiemy, że Pan Warszawiak siedzi w domu i ma gdzieś szanownego dyrektora – opisują wizyty czy też kontrole jakie są przeprowadzane są wśród lokatorów tego budynku.

Zdecydowani już na wszystko sąsiedzi byli z tą sprawą u burmistrza miasta. Jak mówią, odesłał ich do dyrektora ZGM Stefana Bychowskiego. Ten poradził im aby oddali sprawę do sądu.

– Sprawdziliśmy, gdybyśmy poszli tą drogą, to sprawa trwałaby co najmniej trzy lata. Jak to jest? Jeden mieszkaniec może więcej a drugi mniej? – pytają retorycznie – Przecież my mamy takie same prawa jak on – dodają.

Rozgoryczeni bezradnością służb mieszkańcy chcą aby miasto dało Panu Warszawiakowi wypowiedź.

– Ten człowiek według nas nie powinien tu mieszkać. Uważamy, że niezależnie gdzie zamieszka będzie ciągle zbierał tych pijaków – tak wyrokują.

Kradną i gorszą!

W otoczenie, w którym dotąd wszyscy sobie ufali wkradł się zamęt. Zaczęły się kradzieże…

– Najszybciej ginie bielizna damska i męskie spodenki. Oni w ogóle się nie myją. Tak jak stoją tak chodzą, piją czy śpią. Jedzie od nich na kilometr. Aż nie idzie przejść. Masakra! – opisują uciążliwych gości lokatora sąsiedzi.

– Z mieszkania czasami wychodzą, przewracają się, klną na cały głos. Załatwiają się pod murem. Czasami siadają pod naszymi oknami i gadają takie rzeczy, że aż uszy więdną – żalą się.

W najbliższym sąsiedztwie mieszka kilka rodzin z małymi dziećmi. Ich matki szczególnie narzekają, że maleństwa muszą temu wszystkiemu się przyglądać. Coraz częściej stawiają im trudne pytania.

„Boimy się coraz bardziej”

Narastają emocje, zniecierpliwienie i złość. Coraz częściej towarzyszą im też obawy. Mieszkańcy okolic skarżą się.

– Ci odwiedzający naszego sąsiada na nic nie reagują. Ani na nasze prośby, ani groźby – wyrzucają z siebie – Jak powiedzieliśmy, że zadzwonimy na policję to usłyszeliśmy „Dzwońcie.” – dodają z oburzeniem w głosie.

Mówią, że uczestnicy tych alkoholowych libacji czują się jak u siebie w domu. Za nic mają uwagi o to aby się zachowywali, panowali nad sobą. W odpowiedzi coraz częściej mieszkańcy słyszą pomrukiwania lub ukryte groźby.

– Najgorsi byli ci Ukraińcy. Naprawdę obawialiśmy się, że jeszcze trochę a dojdzie do czegoś najgorszego – z rozgoryczeniem w głosie mówią mieszkanki sąsiednich lokali. Pada pytanie kiedy to się wreszcie skończy.

Dariusz Tryzna

Nazwisko lokatora zostało zmienione dla potrzeb artykułu

 

Komentarze