Wywiady

RAZEM MUSIMY CHRONIĆ SIĘ PRZED ASF

ASF to obecnie największe zagrożenie dla pomorskiego rolnictwa. Do wspólnych działań i bioasekuracji namawia Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego. O tym, a także o szkoleniach dotyczących dopłat bezpośrednich i o rozwoju rolnictwa ekologicznego z Andrzejem Dolnym, dyrektorem PODR w Lubaniu rozmawiała Ania Cupa-Dziemińska.

Red.: Niedawno w PODR w Lubaniu odbywała się konferencja poświęcona nowym trendom w rolnictwie ekologicznym. W jakiej kondycji jest ta gałąź rolnictwa?

Andrzej Dolny: Rolnictwo ekologiczne zawsze było traktowane jako taka nisza dla fanatyków. To są historyczne zaszłości. Natomiast w tej chwili, rolnictwo ekologiczne to już jest bardzo ciekawa i mocna gałąź przemysłu, można myślę już w ten sposób powiedzieć, a już na pewno rolnictwa pomorskiego. Też z każdym rokiem rośnie zainteresowanie żywnością ekologiczną, co jest odpowiedzią na różnego rodzaju choroby cywilizacyjne.

Red.: Ta „gałąź przemysłu” jak Pan powiedział, też wymaga większego zaangażowania od rolnika.

A.D.: Oczywiście, bo standardowe rolnictwo jest oparte, no powiedzmy szczerze, o mocną chemię. A w rolnictwie ekologicznym jest wiele pracy takiej organicznej, ręcznej. Co prawda pojawiają się nawozy czy różne środki, które działają na rośliny, ale nie jest to jeszcze taka skala, jakiej oczekujemy.

Red.: I tu naprzeciw rolnikom wychodzi Pomorski Ośrodek w Lubaniu. Bo zachęcacie do takiego rolnictwa i mówicie o nowościach?

A.D.: Oczywiście, bo jest to jedna z alternatyw dla rolników. I już nie jest to tylko ciekawostka. Zresztą na naszych targach czy różnych konferencjach mówimy o tym i cieszymy się z tego, że jest coraz większe zainteresowanie.

Red.: PODR w Lubaniu od kilku miesięcy mocno włącza się w akcję szkoleń dla rolników dotyczących dopłat bezpośrednich. Bo tutaj rolników czekają duże zmiany?

A.D.: Tegoroczne dopłaty to jest kosmiczna zmiana. Dążyć będziemy do tego, aby to wszystko było w sposób elektroniczny. Mam też wielką nadzieję, że to zrealizuje się z korzyścią dla rolników. My dołożymy do tego wszelkich starań. Od 15 marca rolnicy mogą ubiegać się o dopłaty bezpośrednie tylko poprzez aplikację eWniosekPlus. Zorganizowaliśmy około stu spotkań w województwie pomorskim, w tym czasie jeszcze przedwnioskowym. Praktycznie docieramy do każdej gminy, żeby rolnicy dowiedzieli się „jak to zjeść”. Bo niewiedza to jest największy element straszący naszych klientów. A jeśli rolnik się dowie jak to zrobić, jak założyć konto, to już wtedy nie jest to takie straszne. I jeszcze jedna ważna rzecz, kiedy składamy wniosek elektronicznie, od razu będziemy wiedzieli, czy jest ona wypełniony prawidłowo, bo system nie przyjmie wniosku, który nie jest funkcjonalny w pełni.

Red.: Rolnicy, którzy udowodnią, że nie mają dostępu do internetu, mogą złożyć wniosek papierowy. Jak ocenia pan dostęp pomorskich rolników do internetu?

A.D.: My jesteśmy wyposażeni w internet, każdy nasz doradca ma do dyspozycji internet LTE. Polecam jednak odchodzenie od wniosków papierowych, prawo co prawda pozwala na takie wyjątki, ale potem się okazuje, że ten wniosek jest w późniejszym czasie weryfikowany, jest mało czasu, itd. A tak jak powiedziałem, osobom, które nie mają internetu pomagają nasi doradcy. Są wyposażeni w laptopy, internet, jadą do klienta i pomagają.

Red.: Ale nasi rolnicy też już mają ten dostęp do internetu.

A.D.: Co prawda stałych łączy nie ma wszędzie, natomiast w większości wsi internet LTE jest w zasięgu każdego rolnika, no przynajmniej 85 procent.

Red.: Porozmawiajmy też o zagrożeniu ASF na Pomorzu. Czy to już realne zagrożenie?

A.D.: Jest to wspólna akcja weterynarii, agencji rolniczych i ośrodków doradztwa w całej Polsce. Cel mamy jeden: powstrzymać jak najbardziej i jak najdłużej przeniknięcie tego wirusa na teren naszego województwa. Jest linia Wisły i autostrady A1, która jest taką granicą. My podejmujemy przede wszystkim działania edukacyjne. Na naszych wszystkich szkoleniach i konferencjach jest lekarz weterynarii, który ostrzega przed ASF. Rozdajemy też rolnikom ulotki w temacie bioasekuracji. Bo jeśli przygotujemy się i ograniczymy możliwości przenikania wirusa, to jest szansa, że afrykański pomór świń do nas w ogóle nie dotrze.

Red.: Na czym polega na bioasekuracja?

A.D.: To przede wszystkim higiena w gospodarstwie, to odpowiednie zachowania również rolników, doradców, weterynarzy. Przenikalność tego wirusa jest znaczna i zaraźliwość bardzo duża. Dlatego musimy się wszyscy uczulić na ten temat. Musimy też zdawać sobie sprawę, że ten wirus przenosi się w bardzo niekonwencjonalne sposoby, np. na ubraniu można go przenieść z lasu do swojego stada. To wydaje się niemożliwe, ale taka jest nasza rzeczywistość w tej chwili.

Red.: A gdyby jednak doszło do przeniknięcia wirusa na teren naszego województwa, to jakie będą tego konsekwencje?

A.D.: Każdy ma w tym interes, żeby zabezpieczać się przed tym wirusem. Po zarażeniu, kwarantanna obejmuje dwa kilometry wokół ogniska, czyli jeśli w jednej wsi zostanie zdiagnozowane ognisko choroby, to praktycznie w całej wsi są świnie likwidowane. A więc wszyscy musimy dbać o to, żeby do tego nie dopuścić.

Red.: Dziękuję za rozmowę.

A.D.: Dziękuję.

Komentarze