Wywiady

STĘŻYCA. „CORAZ MNIEJ LUDZI CHCE NA ZEBRANIU COŚ ZAŁATWIĆ, WOLĄ Z TYM PRZYJŚĆ DO URZĘDU…”

Co pokazały tegoroczne spotkania sołeckie, o tym i innych sposobach komunikacji z mieszkańcami oraz efektach promocji gminy Stężyca z jej włodarzem Tomaszem Brzoskowskim rozmawiał Dariusz Tryzna, redaktor naczelny „Kuriera Kaszubskiego”.

Dariusz Tryzna: Panie wójcie, w wielu gminach trwa się właśnie cykl spotkań sołeckich. Wy macie już je za sobą. Czy dziś w 2018 roku, gdy mamy tak wiele innych możliwości komunikacji spotkania sołeckie nie są już reliktem?

Tomasz Brzoskowski: Rzeczywiście zainteresowanie mieszkańców spada. Na przykład w Klukowej Hucie na 1200 mieszkańców na spotkanie przyszło 80 osób, a w Kamienicy, która ma nawet nieco ponad 1200 tylko 60-70 mieszkańców.
Na pewno poprawiły się możliwości kontaktu z mieszkańcami. Nowe metody komunikacji sprawiają, że coraz mniej ludzi chce na zebraniu załatwić jakąś swoją prywatną sprawę. Z tym wolą iść do urzędu. Zaobserwowałem, że 90-95% mieszkańców, którzy przychodzą do urzędu załatwić jakieś sprawy swoje, czy gminne, już później na zebrania wiejskie nie przychodzi.
Ja nie mam stałych dyżurów, ale mieszkańcy mogą przyjść z tzw. biegu lub umówić się do kalendarza. I ludzie już na zebraniach znacznie rzadziej poruszają sprawy prywatne. To wolą załatwić w Urzędzie Gminy. Ja jednak nie nazwałbym zebrań wiejskich reliktem. Łatwo zauważyć, że przybywają na nie głównie osoby starsze i w średnim wieku. Młodych jest bardzo mało.

DT: Czy rzeczywiście da się, jak to pan ujął, coś załatwić?

TB: Może jakieś 1-2% spraw. Na pewno trudno tu załatwić na szybko jakąś inwestycję, bo w tej chwili inwestycja od rozpoczęcia planowania do końca realizacji to kilka dobrych lat. Jeśli ktoś zgłosi jakiś prosty temat, np. remont drogi to może się uda to zrobić w tym roku. Ale jeśli ktoś zgłosi wniosek, żeby budować, albo rozbudować remizę strażacką, to ja mu odpowiem, że jest taka możliwość na lata 2022-2023. Tyle trwa przygotowanie inwestycji. Ponadto przygotowanie to przecież nie wszystko. Jeszcze jest kwestia możliwości finansowych gminy. Gmina planuje pewne zadania, jest powiązana umowami, ma coraz więcej zadań i jej obciążenia są coraz większe. Przybywa nam infrastruktury, którą trzeba utrzymać. To wszystko kosztuje. Kiedy przejmowałem gminę jej majątek wynosił 22 mln zł. Na koniec 2017 r. było to już prawie 200 milionów, czyli ponad 900% więcej.

DT: To, co Pan powiedział w moim odczuciu potwierdza tezę, że zebrania wiejskie są już przeżytkiem. Jeśli cykl inwestycyjny jest tak długi, to mieszkaniec, kiedy zauważy, że jest coś w jego wsi robione i chciałby, żeby to zrobić inaczej – nie ma szans na realizację swoich pomysłów. Kiedy je zgłosi na zebraniu, zazwyczaj już jest „po ptokach”.

TB: Dlatego zawsze staramy się z możliwie jak największym wyprzedzeniem informować mieszkańców o zamierzeniach inwestycyjnych. Nie tylko mówimy o tym, co zostało wykonane w minionym roku, ale też o planach, dużych zadaniach, które będą realizowane w najbliższym roku, czy za dwa. Do tego dochodzą te sprawy, które da się załatwić na zebraniu. Nieprzypadkowo termin tych zebrań to pierwszy tydzień stycznia. Robimy zebrania tak wcześnie dlatego, że gdyby padła na nich jakaś ciekawa, możliwa do zrealizowania jeszcze w tym roku propozycja, to mamy jeszcze ten czas zimowy na przygotowanie jakiegoś łatwiejszego „krótkiego tematu”.

DT: I takie propozycje padają?

TB: Czasami tak. Nie wszystko da się zauważyć z punktu widzenia urzędu. W tym roku pojawiła się propozycja drogi, o której nie wiedziałem. Trzeba było przyznać rację mieszkańcowi, a tę drogę będziemy realizować w 2019 roku.
Dla mnie zebrania wiejskie mają jeszcze jeden sens: Lubię osobiście spotykać się z ludźmi i rozmawiać z nimi. Ludzie już coraz mniej pytań zadają, głównie przychodzą posłuchać, jakie plany ma gmina w stosunku do ich sołectwa, czasami zdarzają się też ciekawe sugestie, co jeszcze możemy zrobić dla ich sołectwa.
Coraz rzadziej spotyka się na nich postawy roszczeniowe mieszkańców. Widać, że my jako społeczeństwo dojrzewamy. Wiele też zależy od prowadzącego dyskusję. Ja zawsze staram się rozmawiać z ludźmi spokojnie. Człowiek jest tylko człowiekiem i jak ktoś mi któryś raz powtarza to samo nie biorąc pod uwagę argumentów, które usłyszał, czasem wyjdę z siebie i powiem coś dosadniej. Ale to zdarza się rzadko. Dziś ludzie mają znacznie większą niż kiedyś świadomość prawną, ekologiczną, znają procedury i podchodzą ze zrozumieniem do moich wyjaśnień.

DT: Czyli, że dziś na spotkaniach sołeckich w gminie Stężyca już nikt nie domaga się dróg, oświetlenia, chodników…

TB: Wprost przeciwnie. Zauważyć można, że społeczeństwo jest dziś znacznie bardziej wymagające. Jest takie powiedzenie „Apetyt rośnie w miarę jedzenia”.
Apetyty rzeczywiście rosną. Jeśli mówimy o drogach – kiedyś rozmawialiśmy o głównych drogach w sołectwach, miejscowościach. Teraz rozmawiamy już o drogach – oczywiście asfaltowych do 1-2 zabudowań. Oczywiście nie są to drogi wielkie, najczęściej mają 3,5 m szerokości. To zupełnie wystarczy na taki ruch. To są te rosnące apetyty, którym musimy sprostać.
Ale też jak to Pan ujął mamy dziś 2018 i porządne drogi to powinna być oczywistość, a nie jakaś miara sukcesów gminy.

DT: Skoro rozmawiamy o sprawach zgłaszanych przez mieszkańców, to rozmawiamy w zasadzie o wszystkim. Bo mieszkaniec to też właściciel pensjonatu, restauracji, sklepu, czy też przedsiębiorca. Im wszystkim zależy, aby mogli się rozwijać.

TB: My swoją strategię rozwoju gminy realizujemy konsekwentnie. Jeśli chodzi o turystykę – cały czas powtarzam, że będzie się rozwijała, jak będzie nowoczesna infrastruktura turystyczno-rekreacyjna i komunikacyjna. I my tę infrastrukturę tworzymy: ścieżki rowerowe, mariny, przystanie kajakowe… Jeśli chodzi o komunikację – mamy PKM. Wkrótce będzie kładziony drugi tor, ba, planuje się nawet wiadukt kolejowy przy węźle w Gołubiu.
Chciałbym podkreślić jeszcze jedną ważną rzecz. Rozwojowi naszej gminy sprzyja fakt, że mamy dla całej jej powierzchni opracowany plan zagospodarowania przestrzennego. Możemy się tym pochwalić, jako nieliczna gmina w regionie, czy nawet kraju.
Inwestor przyjeżdża ze swoimi architektami i prawnikami. My wyciągamy dokumenty i rozpoczyna się konkretna rozmowa. To znacznie ułatwia proces inwestycyjny.
Dbamy też o przyszłych pracowników tego inwestora. Zawsze uważałem, że aby przyszli do nas młodzi ludzie, trzeba zapewnić odpowiednią liczbę miejsc w przedszkolach, stworzyć dobre warunki dla służby zdrowia, no i oczywiście konieczna jest dobra infrastruktura komunikacyjna i rekreacyjna.
No i na koniec promocja gminy. To jest bardzo ważna rzecz i chyba wszyscy już w powiecie czy regionie wiedzą, że przywiązujemy do niej olbrzymią uwagę i wypracowaliśmy „swoje” sposoby. Dokładamy do nich w tym roku album o gminie, który będziemy rozsyłali do klubów sportowych, agencji itp.

DT: W takim razie zapytam, czy te działania promocyjne przyniosły już jakiś skutek?

TB: Dużo. Pierwszy z brzegu to np. szkoła w Stężycy. W okresie wakacji i ferii ma już wszystkie miejsca wynajęte na 3 lata naprzód. Takiego czegoś dawniej nie było. To tez jest efekt naszych działań.
Następny jest o wiele bardziej wymierny. Ostatnio gmina sprzedała teren usługowo-rekreacyjny. Inwestor ze środkowej Polski przygotowuje się dokumentacyjnie i daje sobie 3-4 lata. To jest potężna działka – grunt, który zakupił i wody, które dzierżawi to blisko 26 ha!
A ten inwestor trafił do nas właśnie dzięki naszej promocji w telewizji. Przez 2 lata przypatrywał się nam, zanim zdecydował się tu zainwestować, są również inni ale nie chciałbym tutaj jeszcze za dużo mówić .

DT: W takim razie czy na ten rok planujecie również „Przebojową Majówkę” i „Disco pod gwiazdami”?

TB: Potwierdzam, że „Przebojowa Majówka” odbędzie się 26 maja. Na żywo będzie ją transmitować kanał Polo TV, który został zakupiony przez Polsat, więc na pewno program będzie miał większy zasięg. Obejrzy ją 1-1,5 mln widzów.
Natomiast tej sierpniowej imprezy nie będzie. Wynika to stąd, że to impreza przechodnia i z dotychczasowych 5 edycji u nas odbyły się dwie.
Trzeba pamiętać, że jest to rok wyborczy. Każdy wójt, burmistrz, czy prezydent miasta chce zaprosić do siebie jakąś gwiazdę. A to spowodowało, że ceny artystów wzrosły 1,5-krotnie. My nie rezygnujemy z żadnych naszych imprez podstawowych. Naprawdę jak na gminę licząca 10 tys. mieszkańców jest to wystarczająco.
Poza tym inne stacje telewizyjne też zapewniały mnie, że są chętne do organizowania u nas wielkich imprez. Ale to może w przyszłym roku. Myślę więc, że nasza oferta jest ciekawa i dla „zwykłych” mieszkańców i dla tych „niezwykłych”, którzy chcą tu prowadzić swoje interesy.

DT: Dziękuje za rozmowę.

 

 

Komentarze