Gmina Somonino

„…Ta inwestycja ma chyba pecha”

Mściszewice. Co dalej z rozbudową szkoły?

 

Takie słowa padły w pierwszej połowie sierpnia kiedy na nowo ruszyła sprawa budowy przedszkola w Mściszewicach. Przewodniczący rady gminy, sesja zwołana w tej sprawie miały „popchnąć temat”. Pod koniec miesiąca inwestycja napotkała na kolejną barierę.

Na budowę przedszkola w Mściszewicach czekają już długo. Potrzeba jest wielka, bo to największa po Sulęczynie miejscowość w gminie i ciągle się rozrasta. Przybywa młodych małżeństw, a z nimi dzieci. W mściszewickiej szkole dla tych najmniejszych nie było miejsca. Poszukano rozwiązania zastępczego. Maluchy trafiły do strażnicy OSP, ale warunki tam panujące na dłuższą metę były nie do zaakceptowania. Podjęto decyzję o rozbudowie placówki.

Ruszyli z kopyta – etap I

Inwestycje wpisano do budżetu jako wieloletnią. Zabezpieczono środki na jej pierwszy etap i równocześnie szukano pieniędzy zewnętrznych. Jak opowiadał wójt Bernard Grucza, kwestował gdzie się da. Od posła do senatora. Od wojewody do marszałka.

W końcu pojechali do Warszawy, tam szukać pomocy. Udało się. Jako pierwsi w regionie otrzymali pomoc z rezerwy budżetowej rządu – pieniądze od samej Premier RP Beaty Szydło. To wtedy był news. Wójt mógł trzymać głowę wysoko.

Pieniądze przyszły za pośrednictwem wojewody. Roboty szybko ruszyły. Do zimy budowlańcy zdążyli zrobić to co do nich należało. To była pierwsza transza, a następną obiecano.

Czekając na etap II

Wiosną rozliczyli się z pieniędzy i ponaglali ośrodki na następny etap, bo inwestycja musiała być wykonywana w trakcie wakacji. Jej cechą charakterystyczną jest to, że część pomieszczeń musi być zburzona, aby włączyć nowobudowane. Mijały miesiące, a środki nie nadchodziły. Nadeszła za to sierpniowa nawałnica i wszystko w gminie trzeba było podporządkować czemu innemu. Kiedy w końcu środki przyszły, była jesień i pojawiło się pytanie, czy ze względu na specyfikę inwestycji rozpoczynać ją przed zimą. Padła decyzja, że nie.

Próbowali

Środki zostały oddane, ale wójt uparł się i wyprosił u wojewody odblokowanie ich na 2018 r. Warunek góry był trudny. Mieli tylko trzy miesiące, aby je wykorzystać. Z przedszkolem w Węsiorach udało się. Przy mściszewickiej inwestycji wykonawca zażądał ponad 700 tys. zł więcej. Odpuścili.

Chcą budować za własne

Temat powrócił w wakacje. Władze rzuciły pomysł, aby dalej budować przedszkole. Podzielić inwestycję na mniejsze etapy i zacząć budowę jeszcze w tym roku z własnych środków. Gorącym zwolennikiem tego pomysłu jest przewodniczący rady Gminy Kazimierz Gliniecki. Miesiąc temu twierdził, że radni powinni być w tej sprawie zwartą gromadą, bo to sprawa istotna dla mieszkańców gminy. Liczył, że na sesji, która wkrótce miała być zorganizowana, koledzy z rady podzielą jego opinię. Nie mylił się. Na sesji w obecności mieszkańców Mściszewic, sołtysa miejscowości radni zaakceptowali rozwiązanie. Tylko jeden perorował, ale wszyscy zdążyli już do tego przyzwyczaić.

Niespodzianka w dokumentach

Kiedy plany inwestycji trafiły do fachowców, aby poszukać rozwiązań tańszego jej prowadzenia okazało się, że w dokumentacji projektowej są rażące błędy. Zastosowano rozwiązania konstrukcyjne, które nie mogły być zrealizowane z braku odpowiednich konstrukcji żelbetonowych. Nie zachowane były właściwe wskaźniki bezpieczeństwa, tak istotne przy budowach publicznych, przecież to szkoła.

– Nie wiadomo dlaczego taka dokumentacja została przyjęta. Nadzorował ją były sekretarz gminy – Ulatowski. Dobrze, że fachowcy to odkryli teraz. A co by były gdybyśmy zimą ruszyli z budową i okazałoby się, że trzeba ją wstrzymać. Może to jakieś szczęście w tym całym nieszczęściu? – komentuje temat pracownik urzędu gminy.

Firma projektowa obiecała temat szybko naprawić. Władze chcą dalej inwestycji… Do tematu będziemy powracać.

Dariusz Tryzna

To jest inwestycja, która ma pecha, ale my tego pecha pokonamy

– z Marią Stencel sołtys Mściszewic rozmawia Dariusz Tryzna

 

Dariusz Tryzna: Jak pani ocenia ostatnią sesję Rady Gminy?

Maria Stencel: Sesja początkowo miała spokojny przebieg. Dopiero przy omawianiu naszej inwestycji szkolnej niektórym radnym nie podobało się, że gmina prowadzi tak dużą inwestycję ze środków własnych. Sugerowali, że inwestycja jest albo spóźniona, albo przedwczesna. To znaczy że może warto by było z nią poczekać na jakieś środki zewnętrzne.

 

DT: Czy uważa pani takie postawienie sprawy za słuszne?

 

MS: U nas uczy się 250 dzieci. Pani dyrektor nie ma ich gdzie pomieścić. Gdyby ci radni przyjechali do nas w trakcie roku szkolnego i zobaczyła, jak nauczyciele wyrywają klucze z rąk pani dyrektor, żeby zdobyć jakąś klasę i móc uczyć dzieci w spokoju – myślę, że zmieniliby zdanie. Z budową nie można czekać także i z innego prozaicznego powodu. Czekając możemy doprowadzić do zmarnowania tego, co już zrobiono. Mamy mury z gazobetonu, one chłoną wodę. Gdy zbyt długo nie przykryje się ich dachem po prostu się zniszczą. Gdybyśmy nic nie robili, to już trzeci rok stałyby takie niezabezpieczone.

 

DT: Władze gminy i większość radnych uważa, że trzeba z nią ruszyć jak najszybciej, że dosyć już tego czekania.

 

MS: Jako sołtys byłabym szczęśliwa, gdyby tak się stało. Ale niestety ta inwestycja ma pecha. Miała być realizowana wcześniej, ale przyszły nieprzewidziane wypadki i wydatki z tym związane. Czy wyobraża sobie pan, że po nawałnicy decydujemy się przeznaczyć pieniądze na rozbudowę szkoły, a nie na pomoc poszkodowanym? Wtedy dopiero zaczęłyby się uzasadnione protesty. Ta inwestycja ma po prostu pecha, ale my tego pecha pokonamy.

 

DT: Dziękuję za rozmowę.

Komentarze