Kto zapłaci za uprzątnięcie składowiska?
Nielegalne składowisko odpadów w rejonie Niedamowa i Dębogór nadal budzi obawy mieszkańców. 22 lipca posłanka Dorota Arciszewska-Mielewczyk oraz radny powiatowy Waldemar Hetmański spotkali się w Urzędzie Gminy Kościerzyna z wójtem Grzegorzem Piechowskim. Parlamentarzystka przekazała pismo z dziewięcioma pytaniami dotyczącymi tego problemum.in. rodzaju i ilości zakopanych materiałów, wykonanych badań oraz możliwości pozyskania pieniędzy na ich usunięcie. O informacje wystąpiła też do CBŚP, GIOŚ i wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska.
Sprawa ciągnie się co najmniej od 2024 roku. Jak przekazano podczas spotkania, gmina nakazała właścicielowi gruntu uprzątnięcie terenu, lecz decyzja nie została wykonana. Pod koniec listopada 2025 roku funkcjonariusze CBŚP i KWP w Poznaniu, pod nadzorem łódzkiego wydziału Prokuratury Krajowej, przeprowadzili akcję w powiatach kościerskim i słupskim. Zatrzymano siedem osób, w tym podejrzewanego o kierowanie grupą.
Jak funkcjonował proceder
Według śledczych odpady przywożono nocą, polnymi drogami, przy wyłączonym oświetleniu pojazdów i maszyn. W dokumentacji miały figurować odpady mineralne i piaski, podczas gdy faktycznie deponowano odpady komunalne. Oficjalne dane o ponad 18 tys. ton i kosztach przekraczających 11 mln zł dotyczą jednak łącznie miejsc ujawnionych w obu powiatach. Nie wiadomo, jaka część tej masy znajduje się w gminie Kościerzyna. W pierwszych doniesieniach lokalizację wskazywano jako Dębogóry, natomiast podczas lipcowej interwencji mówiono o składowisku w Niedamowie.
Tajność informacji utrudnia działanie
Największym problemem pozostaje brak pełnych danych. Gmina nie dysponuje oficjalnymi wynikami badań fizykochemicznych ani dokładną informacją o ilości i rodzaju odpadów. Wójt Grzegorz Piechowski zaznaczył, że według posiadanej wiedzy najprawdopodobniej nie ma tam odpadów niebezpiecznych. Dokumentacja jest jednak związana z trwającym śledztwem i podlega ochronie procesowej. Urząd zwróci się do prokuratury o wskazanie, jakie informacje mogą zostać podane publicznie.
Gmina chce, ale nie może
Samorząd przygotowuje kolejne postępowanie administracyjne, ponieważ obszar składowiska okazał się większy, niż wcześniej zakładano. Do wydania decyzji potrzebne są dokładne dane. Gmina nie chce zlecać badań dublujących ekspertyzy wykonane na potrzeby śledztwa. Jeśli właściciel nie usunie odpadów, konieczne może być wykonanie zastępcze. Koszt szacowany na 11 mln zł przekracza możliwości budżetu gminy, dlatego jednym z celów interwencji jest wypracowanie pomocy państwa.
Zastraszają tych, którzy interesują się sprawą
Waldemar Hetmański przekazał, że mieszkańcy zgłaszali mu anonimy i groźby, w tym zapowiedzi podpalenia domów osób interesujących się sprawą. Informacje te wymagają sprawdzenia przez organy ścigania. Uczestnicy spotkania zaapelowali, by każdą pogróżkę lub podejrzaną sytuację zgłaszać policji. Mieszkańcy oczekują odpowiedzi, co znajduje się pod ziemią, czy stanowi zagrożenie i kto zapłaci za przywrócenie terenu do bezpiecznego stanu.
D.Tryzna




