W „Tłusty Czwartek”, w całej Polsce rozgości się słodki aromat świeżo smażonych pączków i faworków. To dzień, w którym nawet najbardziej oporni wobec słodyczy się ulegną – tradycja jest silniejsza niż dieta. Statystyki mówią jasno: statystyczny Polak zjada tego dnia średnio 2,5 pączka. W wielu domach i cukierniach rano ustawiają się długie kolejki, bo nikt nie chce ominąć tego wyjątkowego święta.
Tłusty Czwartek ma swoje korzenie w tradycji katolickiej. To ostatnia okazja, by w pełni rozsmakować się w słodkościach przed Wielkim Postem, który zaczyna się 40 dni przed Wielkanocą. Post w kalendarzu katolickim to czas wstrzemięźliwości i refleksji, poświęcony duchowej odnowie, hartowaniu woli oraz wsparciu innych – poprzez jałmużnę, rozmowę i obecność w życiu bliźniego.
Od kiedy pączek w Polsce?
Historia pączków w Polsce jest równie ciekawa, co ich smak. Już w XII wieku znane były jako pampuchy – smażone, nadziewane słoniną i popijane wódką, szczególnie podczas zapustów. Dopiero w późnym średniowieczu pojawiły się słodkie wersje oblanych miodem, prawdopodobnie pod wpływem kuchni arabskiej. Renesans przyniósł kolejny zwyczaj: pączki nadziewano orzechami lub migdałami. Ten, kto trafił na taką niespodziankę, miał zapewnione szczęście i dobrobyt przez cały rok.
Polski pączek to jeden z największych i najbardziej „tłustych” w Europie. Waży od 55 do 70 gramów, mieści się w dłoni i lekko spłaszczony zachowuje elastyczność – po ściśnięciu powinien wrócić do pierwotnej formy, co świadczy o doskonałym cieście. Nadzienia są różnorodne: marmolada, konfitura różana, czekolada, adwokat, a nawet twaróg.
W Tłusty Czwartek każdy pączek smakuje wyjątkowo – trochę słodko, trochę tradycyjnie, a przede wszystkim… szczęśliwie. To czas, kiedy z przyjemnością ulegamy kulinarnej tradycji, celebrując małe radości przed nadchodzącym postem.
D. Tryzna



