Przesiedziała 45 dni w londyńskim więzieniu za …dobre serce
Fatalnie zakończył się upragniony, wakacyjny wyjazd na Gran Canarię dla młodej mieszkanki powiatu kościerskiego. Po sielankowym, pełnym pozytywnych przeżyć pobycie, na lotnisku w Londynie, gdzie miała międzylądowanie, została aresztowana i osadzona w więzieniu, w którym spędziła łącznie 45 dni.
Wszystko co złe zaczęło się na lotnisku w Las Palmas pod koniec października ubiegłego roku. Uśmiechnięta, rozradowana i zadowolona z pobytu na Wyspach Kanaryjskich dziewczyna, czekała w towarzystwie kilku przyjaciół na lot do Londynu Stansted, gdzie miała się odbyć przesiadka i stamtąd miała następnie polecieć do Gdańska. W pewnym momencie podszedł do niej mężczyzna z błagalną prośbą, aby ta zechciała przewieźć do Londynu małą paczuszkę lekarstw dla jego ciężko chorego dziecka, które tam mieszka z matką, jego żoną. Jak tłumaczył swoją prośbę, te leki są w Hiszpanii wielokrotnie tańsze a sam nie może polecieć, bo w Las Palmas prowadzi restaurację, której nie może opuścić. Na lotnisku w Londynie po leki miała się zgłosić jego żona. Przy okazji zapewnił, że przy następnym pobycie, zaprasza ją oraz jej przyjaciół do swojej restauracji na darmową kolację. Kierowana odruchem serca młoda mieszkanka powiatu kościerskiego przyjęła niepozorną paczkę i wsiadła do samolotu.
Koszmar jak z najgorszego snu
Na lotnisku w Las Palmas nie było problemów, jej bagaż podręczny bez kontroli przejechał przez skanery. Ciągle zadowolona i żyjąca jeszcze słonecznym wspomnieniem z kanaryjskich plaż, młoda kobieta wsiadła do samolotu, nie podejrzewając niczego co mogłoby zakłócić jej wspaniałą przygodę. Jednak po wylądowaniu na London Stansted Airport rozpoczął się prawdziwy koszmar. Została bowiem wytypowana do kontroli osobistej przez …psa służb celnych, który wyczuł u niej zapach, do którego wyszukiwania był zapewne szkolony. Z pewnością siebie i z uśmiechem na ustach wyłożyła swoje bagaże na stół licząc, że za chwilę dołączy do swoich przyjaciół, których pominięto przy kontroli. Celnik zainteresował się paczką leków dla dziecka, którą miała przekazać żonie mężczyzny z lotniska w Las Palmas. Po chwili pojawili się inni celnicy, gdyż od razu zorientowano się, że są to zakazane substancje – sterydy anaboliczne i leki psychotropowe. Zrobiono ekspertyzę, która potwierdziła te przypuszczenia. Na nic zdały się tłumaczenia, że chciała zrobić komuś uprzejmość, że ktoś bardzo potrzebował jej pomocy grzecznościowej, że tam czeka ciężko chore dziecko. Celnicy nie byli skorzy do weryfikowania czegokolwiek mimo, że kobieta prosiła o kontakt z lotniskiem w Las Palmas, by przejrzeć tamtejszy monitoring przy stanowisku odprawy. Lekceważąc jej tłumaczenia i prośby zakuli ją w kajdanki, wezwali policję, która zawiozła ją do aresztu. Wcześniej przeszła jeszcze upokarzającą procedurę szczegółowej kontroli osobistej, w trakcie której musiała rozbierać się do naga, robić karkołomne przysiady mające sprawdzić czy nie ukrywa czegoś w otworach anatomicznych.
Do gry wkroczył zdecydowany ojciec
Zrozpaczeni rodzice ufnej w swej niewinności dziewczyny, nie pogodzili się z tą kuriozalną i bolesną sytuacją. Według słów urzędników brytyjskich mieszkance powiatu kościerskiego groziły co najmniej 3 lata więzienia. Jej ojciec nie zamierzał czekać na wyniki przeraźliwie wolno mielących młynów sprawiedliwości i procedur międzynarodowych, tylko sprzedał samochód za 50 tys. zł i poleciał z tłumaczem prosto do Las Palmas, by spotkać się z szefostwem Gran Canaria Airport. Tam poprosił o przejrzenie monitoringu z feralnego miejsca i momentu, potwierdzenie wersji opowiadanej przez córkę i wysłanie materiału do Londynu. Służby hiszpańskie zareagowały z dużą życzliwością, szybko znalazły w archiwum nieszczęśliwy moment i skontaktowały się ze służbami na lotnisku Stansted. Wysłały materiał filmowy a szczęśliwy ojciec poleciał do Londynu licząc, że dowodem tym natychmiast wydobędzie córkę z angielskiego więzienia. Tam trafił jednak na mur obojętności i otwartą wrogość. Nie pozwolono mu na widzenie z córką i zagrożono aresztowaniem, jeśli nie wyjedzie szybko z tego kraju. Dopiero po następnych dwóch tygodniach, w połowie grudnia, czekająca w więzieniu na proces jego córka, została zwolniona z aresztu i mogła powrócić do kraju. Pod adresem gdzie miała znajdować się restauracja tajemniczego mężczyzny, służby hiszpańskie znalazły sklep z pamiątkami prowadzony przez Hindusa. Cwany przemytnik nie uszedł jednak sprawiedliwości, gdyż na drugi dzień po wizycie ojca dziewczyny na lotnisku w Las Palmas, służby lotniskowe zauważyły go …jak prosi młodą kobietę o przewiezienie do Londynu małej paczki z lekami. Został aresztowany i czeka obecnie na proces karny.
BM














